Wczesne wizje „autostrady informacyjnej” obiecywały świat, w którym dane będą swobodnie dostępne dla każdego, kto ma połączenie. Dla niektórych ta utopia nadal istnieje. Dla innych ta autostrada jest usiana blokadami. Bariery te mają wiele nazw, ale wszystkie służą jednemu celowi: ograniczeniu dostępu do określonych treści.
Motywy są bardzo różne. Niektóre systemy mają na celu ochronę dzieci przed krzywdą. Inne istnieją po to, aby zapewnić kontrolę polityczną. Niezależnie od intencji, rezultat jest ten sam: dostęp do niektórych stron jest zablokowany.
To nie jest problem tylko rządów. Dziś można kupić oprogramowanie, które robi to samo. Takie narzędzia są często nazywane filtrami sieciowymi. Krytycy wolą bardziej niejasne określenie: cenzura.
Debata rzadko dzieli się na dwa wyraźne obozy. Niektórzy przeciwnicy składają pozew. Inni stosują obejścia techniczne, aby całkowicie ominąć bloki. Przyjrzymy się tym poziomom, zaczynając od poziomu wewnętrznego (domowego).
Kiedy rodzice i opiekunowie bawią się w Boga
Weźmy pod uwagę incydent z 2007 roku z udziałem AT&T. Gigant telekomunikacyjny spotyka się z ostrą krytyką po zmontowaniu transmisji na żywo z występu Pearl Jam. Zespół wykonał cover utworu „Another Brick in the Wall” zespołu Pink Floyd. Do tekstu dodano wersety krytyczne wobec ówczesnego prezydenta George’a W. Busha.
Firma AT&T usunęła te linie.
Fani to zauważyli. Złożyli skargi. Firma ostatecznie przyznała, że nie był to odosobniony błąd. Rzecznik firmy powiedział, że zmiany nie były zamierzone. Jednakże szkoda została wyrządzona. Podkreśliło niewygodną prawdę: cenzura nie zawsze pochodzi z góry. Często dzieje się to w domu, pośrednio poprzez oprogramowanie, które samodzielnie instalujesz.
Jak działają filtry sieciowe
Programy te działają na prostej logice. Obsługują listy domen lub słów kluczowych. Gdy odwiedzasz witrynę, oprogramowanie sprawdza ją pod kątem tej listy. Jeśli istnieje dopasowanie, strona nie ładuje się.
Tworzy to prywatną sieć cenzury. Rodzice używają ich do blokowania treści dla dorosłych. Pracodawcy wykorzystują je, aby zapobiec marnowaniu czasu pracowników. Technologia jest neutralna. Aplikacja – nie.
Debata na temat oprogramowania cenzurującego
Zwolennicy twierdzą, że narzędzia te zapewniają niezbędną ochronę. Bez nich od szkodliwych treści dzieli Cię jedno kliknięcie. Przeciwnicy nazywają to kontrolą myśli. Twierdzą, że ograniczanie informacji, nawet z ważnych powodów, stanowi niebezpieczny precedens.
Kto decyduje, co jest właściwe? Rodzice? Firmy programistyczne? Rządy? Granica szybko się zaciera.
Cenzura na szczeblu krajowym
W domu cenzura jest inna. To nie jest ściana. To jest filtr. Omija pewne rzeczy, opóźniając inne. Ten selektywny dostęp kształtuje to, co widzimy, słyszymy i myślimy.
Czy to ochrona czy manipulacja? Odpowiedź zależy od tego, kto trzyma filtr.
Nie można do końca twierdzić, że otwarty Internet jest bezpieczną przestrzenią dla dzieci. Zawiera treści, które rodzice woleliby ukryć przed oczami swoich dzieci: pornografię, mowę nienawiści, hazard, niemoderowane czaty. Lista jest długa. Niektórzy twierdzą, że kontrola rodzicielska to jedyne realne rozwiązanie, ale bądźmy szczerzy. Nie możesz wpatrywać się w kartę przeglądarki przez 12 godzin bez przerwy. To męczące. To jest nierealne. Wielu rodziców ma wrażenie, że nieustannie toczą przegraną bitwę z czasem, nie mówiąc już o walce z samym Internetem.
Sięgają więc do narzędzi. Rozwiązania sprzętowe i programowe stają się nowymi nianiami. Na horyzoncie pojawiają się programy takie jak Net Nanny czy CYBERsitter. Są to programy do filtrowania treści internetowych, które mają pełnić funkcję strażników. Mówisz im, czego nie chcesz widzieć. Na przykład CYBERsitter oferuje 35 różnych kategorii. Zaznaczasz pola „pornografia” lub „media społecznościowe” i masz nadzieję na najlepsze.
Narzędzia te zazwyczaj wykonują swoją brudną robotę w oparciu o dwie główne techniki: czarne listy i blokowanie słów kluczowych.
Umieszczenie na czarnej liście jest proste. To jest wyselekcjonowana lista witryn internetowych zidentyfikowanych jako twórcy niechcianego oprogramowania. Listy te są dynamiczne. Firmy aktualizują je na bieżąco, często bezpłatnie. Jeśli spróbujesz odwiedzić witrynę z tej listy, zainterweniuje filtr. Żądanie zostaje odrzucone. Tylko. Ale jest jeszcze blokowanie słów kluczowych. Tutaj sprawy się komplikują. Oprogramowanie skanuje stronę podczas jej ładowania. Szuka konkretnych słów. Jeśli je znajdzie, blokuje dostęp. Problem w tym, że nie zawsze rozumie kontekst.
Następnie jest zapora sieciowa. To nieco bardziej złożone narzędzie. Zapora sieciowa może być oprogramowaniem lub sprzętem. Działa jak bariera pomiędzy siecią komputerową a dzikim zachodem Internetu. Przepuszcza bezpieczną zawartość, a resztę utrzymuje na zewnątrz. Ale to wymaga administratora sieci. W domu to ty. Roślina mateczna. Wymaga to większych umiejętności technicznych niż prosty filtr sieciowy. Jeśli znasz się na technologii, taki rodzaj kontroli może Ci się spodobać. Jeśli nie, możesz preferować oprogramowanie filtrujące, które wykonuje całą ciężką pracę.
“Filtry internetowe nie są w stanie wykryć kontekstu. Przepis na pierś z kurczaka można zablokować równie łatwo, jak witrynę pornograficzną.”
Pomyśl o swoim miejscu pracy. Czy kiedykolwiek próbowałeś kliknąć link, ale napotkałeś ścianę przerażających komunikatów korporacyjnych? Firmy robią to cały czas. Ograniczają to, co widzą pracownicy. To cenzura odgórna. Ale kiedy rodzice próbują odtworzyć to w domu, sytuacja się komplikuje. Kontrowersje wokół filtrowania sieci nie dotyczą tylko bezpieczeństwa; chodzi im o precyzję.
Przeciwnicy cenzury mają tu uzasadnione pretensje. Wiele programów filtrujących szyfruje swoje czarne listy. Mówią, że robią to, aby zapobiec nadużyciom. Aby powstrzymać ludzi próbujących zhakować filtr. Ale szyfrowanie oznacza również brak przejrzystości. Nie widać, co dokładnie jest blokowane. I to jest problem. Zaszyfrowana czarna lista może niechcący zawierać strony całkowicie bezpieczne, w tym witryny krytykujące samych twórców filtra.
Nawet jeśli twórcy nie działają w złych zamiarach, technologia nie jest doskonała. Filtry słów kluczowych nie mają kontekstu. Widzą słowa, a nie znaczenie. Wczesne wersje tych filtrów były z tego znane. Zablokowali dostęp do prostego przepisu na pierś z kurczaka. Dlaczego? Bo słowo „pierś” działało w systemie. Nie potrafiła odróżnić strony kulinarnej od pornograficznej. Właśnie zobaczyła słowo kluczowe. I zablokował wszystko.
Wielki biznes i cenzura Internetu
To prowadzi nas do aspektu korporacyjnego. Jeśli rodzice borykają się z fałszywymi alarmami, jak radzą sobie z tym firmy? Nie opierają się wyłącznie na słowach kluczowych. Używają bardziej złożonych, często nieprzejrzystych systemów. Ale zasada pozostaje ta sama. Celem jest kontrola. Niezależnie od tego, czy jest to rodzic próbujący chronić dziecko, czy firma próbująca chronić produktywność, mechanizm jest taki sam. A poziom błędów jest taki sam. Poświęcasz dokładność na rzecz zasięgu.
Ważniejszym pytaniem nie jest tylko to, jakie narzędzie kupić. Pytanie brzmi, czy akceptujemy te błędy. Czy akceptujemy fakt, że będziemy blokować przepis na kurczaka wraz z pornografią? Czy uważamy to za akceptowalną cenę za bezpieczeństwo? A może nadal będziemy szukać filtra, który naprawdę zrozumie niuanse? Technologia nie dogoniła jeszcze złożoności ludzkiego języka. Dopóki to się nie stanie, będziemy się zastanawiać, co przejdzie, a co nie.
Zapora sieciowa i wydajność przedsiębiorstwa
Logika stojąca za ograniczeniami korporacyjnego Internetu jest zazwyczaj prosta: zapobiegaj rozpraszaniu uwagi. Nie chodzi tylko o umożliwienie ludziom pracy, ale także o powstrzymanie ich od marnowania godzin na stronach niezwiązanych z pracą. Jednak na wadze znajduje się większy ciężar. Korporacyjna cenzura Internetu często ma na celu zapobieganie roszczeniom dotyczącym molestowania. Jeśli pracownik ogląda przy swoim biurku pornografię, a obok przechodzi współpracownik, tworzy to wrogie środowisko pracy. Firmy korzystają z takich zamków, aby uniknąć procesów sądowych, tworząc sterylną, jeśli nie całkowicie bezpłatną, cyfrową przestrzeń pracy.
Większość miejsc nie polega wyłącznie na oprogramowaniu filtrującym przeznaczonym do użytku domowego. Używają zapór sieciowych. Daje to administratorom szczegółową kontrolę. Mogą blokować pojedyncze strony lub całe domeny. Celem jest dokładność. Musimy powstrzymać marnujących czas i blokować nielegalne treści, nie odcinając przy tym dostępu do legalnych badań, których pracownik naprawdę potrzebuje.
Kiedy pracownik próbuje uzyskać dostęp do zablokowanej witryny, zwykle widzi standardowy komunikat. Odmowa dostępu. Administrator sieci oznaczył ten zasób jako nieodpowiedni. Często dostępny jest przycisk umożliwiający odwołanie się od decyzji. To jest zawór bezpieczeństwa. Jeżeli witryna została omyłkowo zablokowana, administrator może zmienić ustawienia zapory sieciowej. Ale dla większości to po prostu ślepy zaułek.
Neutralność sieci i gra o władzę dostawców
Następnie są strażnicy bram. Firmy telekomunikacyjne i kablowe. Kontrolują kanały transmisji danych. W USA walka o neutralność sieci była długa i krwawa. Podstawowa idea jest prosta: równe szanse. Dostawcy usług internetowych (ISP) muszą zapewniać dostęp do wszystkich treści, nie faworyzując jednej firmy kosztem drugiej. Nie mogą wybrać zwycięzców.
Niedawno Sąd Najwyższy uchylił zasady neutralności sieci, skutecznie przekazując większe uprawnienia dostawcom usług internetowych. Bez tych zasad gra się zmienia. Dostawcy usług internetowych mogą pobierać od dostawców treści opłaty za przepustowość. Zapłać, a Twoja witryna będzie ładować się szybciej. Nie płać, a zostaniesz w tyle. Wyobraź sobie, że Yahoo płaci dostawcy usług internetowych, ale Google nie. Nagle wyniki wyszukiwania Google ładują się pięć sekund, podczas gdy wyniki wyszukiwania Yahoo ładują się natychmiast. Użytkownicy odejdą. Jest to preferowana postawa. Zwolennicy neutralności sieci argumentują, że chodzi w niej o coś więcej niż tylko o ekonomię. To cenzura przez pośredników.
Wyszukiwarki i autocenzura
Wyszukiwarki takie jak Google i Yahoo stoją przed innym rodzajem presji. Sami cenzurują swoje strony wyników wyszukiwania (SERP), aby zachować trafność. Webmasterzy próbują oszukać system, umieszczając algorytmy na najwyższych pozycjach w rankingu spamu lub śmieci. Bez filtrowania każde zapytanie stałoby się polem minowym nieistotnych informacji.
Ale jest też ciemna strona. Krytycy zwracają uwagę, że te firmy z siedzibą w USA pomagają restrykcyjnym reżimom utrzymać kontrolę. Są zarejestrowane w Ameryce, ale działają na całym świecie. Aby prowadzić działalność w niektórych krajach, muszą przestrzegać lokalnych przepisów. Oznacza to wyczyszczenie wyników. To delikatne stanowisko. Znajdują się w pułapce pomiędzy wartościami swojego kraju a wymogami prawnymi obcych rządów.
Czytaj dalej, aby zobaczyć, jak inne kraje podchodzą do tej kwestii dalej.
Nawet jeśli mieszkasz w kraju, który uważa się za demokrację, pogląd, że Internet jest strefą całkowicie wolną, jest mitem. Stany Zjednoczone również mają swoje własne ograniczenia. Niezależnie od tego, czy jesteś w bibliotece publicznej, czy siedzisz przy komputerze w szkolnej klasie, napotkasz bariery. Filtry domyślnie blokują określone treści. Nie jest to całkowite tłumienie, ale jest. Inne kraje idą dalej. Niektóre całkowicie zabraniają niektórych rodzajów informacji. W niektórych miejscach dostęp do Internetu jest dla przeciętnego obywatela niemal niemożliwy.
Jak organizacje klasyfikują filtrowanie sieci
Śledzenie tych ograniczeń jest trudne, ponieważ rządy rzadko publikują własne listy zablokowanych. Inicjatywa OpenNet (ONI) podjęła próbę uporządkowania tego chaosu. Podzielili filtrowanie sieci na cztery odrębne kategorie. Ten system pomaga wyjaśnić, dlaczego możesz zostać zablokowany w jednej witrynie, ale nie w innej.
Po pierwsze, istnieje filtrowanie polityczne. Jego celem są treści rzucające wyzwanie państwu. Obejmuje naruszenia praw człowieka, ruchy religijne i aktywizm społeczny, które rząd uważa za niewygodne.
Po drugie, filtrowanie społecznościowe. To jest część „moralna”. Rządy blokują strony internetowe dotyczące seksualności, hazardu, narkotyków i innych tematów, które uznają za obraźliwe dla porządku publicznego lub wartości religijnych.
Po trzecie, filtrowanie konfliktu/bezpieczeństwa. Należą do nich wojny, potyczki i spory polityczne. Jeśli jakaś historia zagraża oficjalnym narracjom dotyczącym bezpieczeństwa narodowego, jest ukrywana.
Wreszcie istnieje narzędzia internetowe filtrowanie. To najbardziej techniczna kategoria. Jego celem są same narzędzia. Dostawcy poczty e-mail, komunikatory internetowe, tłumacze języków, a w szczególności oprogramowanie zaprojektowane w celu obejścia cenzury (takie jak usługi Tor lub proxy). Jeśli spróbujesz uciec przed filtrem za pomocą tego narzędzia, filtr cię złapie.
W których krajach obowiązuje najsurowsza cenzura Internetu?
Podejście amerykańskie jest stosunkowo liberalne jak na standardy światowe. Blokujemy kilka stron, zwykle związanych z bezpieczeństwem dzieci lub prawami autorskimi. W pozostałych przypadkach ograniczenia są surowe. Reporterzy bez Granic monitorują wolność prasy i prawa cyfrowe. Ich dane wskazują na konkretną listę krajów, w których wolność w Internecie praktycznie nie istnieje.
Na tej liście znajdują się Białoruś, Chiny, Kuba, Egipt, Iran, Birma, Korea Północna, Arabia Saudyjska, Syria, Tunezja, Turkmenistan, Uzbekistan i Wietnam.
„Niektóre kraje wykraczają daleko poza zwykłe ograniczanie dostępu”.
Według doniesień w Birmie rząd kontroluje kafejki internetowe. Komputery są skonfigurowane tak, aby robić zrzuty ekranu co kilka minut. Jesteś obserwowany podczas pisania.
Chiny mają Wielką Chińską Zaporę sieciową. To nie jest tylko prosta lista bloków. To zaawansowany system skanujący nowe strony internetowe w czasie rzeczywistym. Może przeszukiwać blogi pod kątem zakłócających treści i blokować użytkowników, zanim jeszcze załadują stronę. To dynamiczna, żywa bariera.
Kuba przyjmuje inne podejście. Prywatny dostęp do Internetu jest zabroniony. Nie możesz kupić przyłącza do swojego domu. Aby połączyć się z Internetem, musisz udać się do publicznego hotspotu. Państwo kontroluje infrastrukturę, czyli kontroluje wejście.
Kiedy aktywizm online staje się fizycznym zagrożeniem
Cenzura to nie tylko blokowanie stron internetowych. Może to prowadzić do przemocy. Walka często przenosi się ze świata cyfrowego do świata rzeczywistego.
W 2006 roku Peter Yuan Li został zaatakowany w swoim domu w Atlancie. Lee był obywatelem USA. Był także działaczem przeciw cenzurze. Praktykował Falun Gong, ruch duchowy często opisywany jako podobny do buddyzmu, ale brutalnie tłumiony przez chiński rząd. Li wspierał strony internetowe krytyczne wobec Komunistycznej Partii Chin.
Czterech mężczyzn włamało się do jego domu. Związali go. Zażądali informacji, gdzie przechowuje swoje dane. Pobili go dotkliwie. Ukradli dwa laptopy. Inne cenne przedmioty pozostały nietknięte. To nie był przypadkowy napad. To było celowe działanie. Li uważał, że chiński rząd wysłał tych mężczyzn, aby go uciszyć.
Internet nie ma granic, ale ciała fizyczne tak. Kiedy rząd uzna, że to, co mówisz, stanowi zagrożenie, nie zawsze kończy się to na zaporze sieciowej.
Walka z cyfrowymi ścianami
Nie trzeba daleko szukać, aby zobaczyć, że tysiące ludzi każdego dnia za pośrednictwem blogów i aktywizmu internetowego walczy z cenzurą Internetu. Ale za kulisami dzieje się o wiele więcej niż tylko wściekłe tweety. Kilka organizacji podnosi świadomość tych ograniczeń, od formalnych instytucji z potężnymi działami prawnymi po bardziej nieformalne kolektywy, które chcą stosować taktykę partyzancką w celu obejścia rygorystycznych zasad rządu.
Weźmy na przykład Amerykańską Unię Wolności Obywatelskich (ACLU). Są zdecydowanym przeciwnikiem cenzury Internetu i składają pozew za pozwem, aby obalić restrykcyjne przepisy. W 2007 roku odnieśli wielkie zwycięstwo. Sąd federalny zgodził się z ACLU, że Ustawa o ochronie dzieci w Internecie (COPA) jest niezgodna z konstytucją. COPA zakazała udostępniania w Internecie materiałów uznanych za szkodliwe dla nieletnich, nawet jeśli te same treści były wartościowe lub niezbędne dla dorosłych. To właśnie rozróżnienie między „szkodliwym dla dzieci” a „szkodliwym dla wolności słowa” wyznacza linię, na której toczą się spory prawne.
Zablokuj mapę
Jeśli chcesz zobaczyć dokładnie, gdzie występują te ograniczenia, sprawdź Inicjatywę OpenNet. To nie jest tylko blog; jest to duży wysiłek badawczy, w którym biorą udział wydziały Uniwersytetu w Toronto, Harvard Law School, Uniwersytetu Oksfordzkiego i Uniwersytetu Cambridge. Ich cel jest prosty: dostarczyć światu jasnej informacji o tym, które kraje zezwalają na dostęp do informacji, a które odmawiają. Możesz wejść na ich stronę internetową i zobaczyć interaktywną mapę, która dokładnie pokazuje, które kraje cenzurują Internet. To nie jest ukryte.
Reporterzy bez Granic również biorą udział w tej konfrontacji, choć jej zasięg wykracza poza sieć. Prowadzą listę „wrogów Internetu”, w której dokonują rankingu krajów na podstawie powagi ich ograniczeń i polityk internetowych. To ponury ranking, ale podkreśla globalną skalę problemu.
Potem przyjdą nauczyciele. Projekt Censorware istnieje od 1997 roku i ma na celu uczenie ludzi, jak korzystać z oprogramowania do filtrowania treści internetowych i związanych z nim praktyk. Na ich stronie znajdują się raporty śledcze dotyczące wszystkich głównych dostępnych na rynku programów do filtrowania treści internetowych, a także eseje i wiadomości na temat cenzury. Podobnym zasobem jest Peacefire.org, która na początku była bezpieczną przystanią chroniącą wolność słowa młodych ludzi w Internecie.
Jak ominąć blokowanie
Te grupy nie tylko narzekają. Dają rady. Jeśli chcesz wiedzieć, jak wyłączyć lub ominąć oprogramowanie cenzurujące, wielu aktywistów wskazuje na strony proxy. Oto jak to działa: Odwiedzasz witrynę proxy, która działa jako pośrednik. Za pomocą formularza na tej stronie możesz wprowadzić adres URL zablokowanej strony, którą chcesz wyświetlić. Serwer proxy otrzymuje te informacje i wyświetla je użytkownikowi. Problem polega na tym, że osoby z zewnątrz widzą jedynie, że odwiedziłeś witrynę proxy. Nie widzą faktycznie zablokowanej zawartości, którą otworzyłeś. To prosta sztuczka, ale skutecznie ukrywa Twoje działania przed lokalnymi systemami monitorowania.
Miną dziesięciolecia, zanim Internet osiągnie swój pełny potencjał jako prawdziwy kanał idei. Jak na ironię, droga do tego nie będzie prowadziła przez żadne nowe przełomy technologiczne. Będzie to polegać na zmianach w polityce krajowej i korporacyjnej.
Debata o szkołach i bibliotekach
Skoro mowa o polityce, porozmawiajmy o Ustawie o ochronie dzieci w Internecie (CIPA). Ustawa ta, uchwalona przez Kongres Stanów Zjednoczonych w 2000 r., nakłada surowe ograniczenia na dostęp do Internetu w szkołach i bibliotekach publicznych, które otrzymują dofinansowanie w ramach E-rate. Program E-rate pomaga uczynić technologię bardziej przystępną dla tych instytucji, ale ceną tej zniżki jest zgodność z CIPA.
Krytycy twierdzą, że ustawa narusza Pierwszą Poprawkę. Uważają, że oprogramowanie filtrujące często blokuje zbyt wiele danych, odcinając dorosłym dostęp do legalnych informacji pod pozorem ochrony dzieci. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych rozpatrywał tę kwestię w 2003 roku. Decyzją podjętą niewielką większością 5 do 4 głosów podtrzymał ważność CIPA. Dlatego prawo pozostaje w mocy. Debata trwa, ale ustanowiono precedens prawny.
Myślimy oczywiście o dzieciach. Ale kto decyduje, co dziecko powinno zobaczyć, aby zrozumieć świat? Odpowiedź jest wciąż pisana, jeden blok po drugim, jedno żądanie po drugim i jedno kliknięcie proxy po drugim.





























