Rene Degron nie tylko wymyślił sztuczkę fotograficzną. Stworzył papierowy wehikuł czasu.
Był rok 1859. 21 czerwca Degron złożył patent, który ostatecznie umożliwił bibliotekom kompresowanie tysięcy stron na maleńkich rolkach folii. W ten sposób narodził się mikrofilm. To nie była natychmiastowa doskonałość. Wcześniejsze wysiłki Johna Benjamina Dancera z 1839 roku potwierdziły koncepcję pracy z wykorzystaniem dagerotypów. Ale Degron poszedł dalej. Wprowadził „mikrodoty”. Były to mikroskopijne fotografie na przezroczystej kliszy. Aby je przeczytać, potrzebny był mikroskop Stanhope. Obiektyw powiększał obrazy 300–400 razy. To było kłopotliwe. To było optyczne. Ale to zadziałało.
Rewolucja Kodaka zmienia wszystko
Prawdziwy przełom nastąpił znacznie później. W 1937 roku sytuacja ponownie się zmieniła. Kodak, Agfa i DuPont połączyły siły. Stabilizowały emulsje ortochromatyczne. Dzięki temu reprodukcja archiwalna była wiarygodna. Wcześniej film szybko ulegał degradacji. Teraz dokumenty mogły zostać zachowane.
Potem przyszedł rok 1955. Pojawił się materiał z folii poliestrowej. Zastąpił octan. Octan był łatwopalny i niestabilny. Poliester był inny. Był stabilny chemicznie. Był odporny na ścieranie. Zapewniał tysiącletnią żywotność. Nagle mieliśmy gospodarza, który mógł przetrwać imperia. Biblioteki nie boją się już ognia i rozkładu. Zaczęli ufać plastikowi.
„Najlepszą folią konserwującą pozostaje folia żelatynowo-srebrowa spełniająca normy ISO 4331 lub ISO 4332.”
Dlaczego archiwa nadal ufają analogowym rolkom
Media cyfrowe umierają. Dyski ulegają awarii. Formaty stają się przestarzałe. Mikrofilm nie ma znaczenia.
Obecne standardy opierają się na tym analogowym ubezpieczeniu. Format mikrofilm jest w dalszym ciągu najbardziej wiarygodnym nośnikiem archiwalnym. To nie tylko przestarzała technologia. To jest technologia inżynierska. Film ma warstwy. Posiada powłokę zapobiegającą ścieraniu. Następnie emulsja światłoczuła. Warstwa przyczepna. Sama baza poliestrowa. I na koniec warstwa antyhalo, która zapobiega rozpraszaniu światła.
Aby z niego skorzystać, nie musisz skanować. Trzeba zrobić zdjęcia. Kamera analogowa rejestruje dokument. Film wchodzi do ciemnego, nieprzezroczystego procesora. Substancje chemiczne wywołują obrazy. Rezultat jest fizyczny. Zauważalny. Niezhakowalny.
Żyjemy w pochmurnym świecie. Ale kiedy zabraknie prądu, kto będzie czytał dane? Nie serwery. Potrzebują ludzi. Potrzebują światła. Potrzebują też mikrofilmu, aby przetrwać następną epokę lodowcową, rozbłysk słoneczny lub bankructwo korporacji. Ta technologia jest starsza niż twoi dziadkowie. Ale jest to również prawdopodobnie najbezpieczniejszy zakład, jaki kiedykolwiek zrobisz w imię prawdy.





























